Jak po wakacjach? Pewnie wszyscy za nimi już tęsknicie i zastanawiacie się jak to się stało, że mamy wrzesień i pora wrócić do szkoły. Nie martwcie się, mam to samo, no prawie to samo. :D
Dziś postanowiłam się podzielić z wami moimi spostrzeżeniami na temat silikonowej bazy pod makijaż z Lirene. Używam jej od prawie 10 miesięcy... Błąd, mam ją prawie 10 miesięcy. Tak. Stosuję ją na większe wyjścia i takie bardziej "niespodziewane", bo wg mnie nie nadaje się do codziennego użytkowania. Już mówię dlaczego.
Produkt sam w sobie świetnie się spisuje. Możesz tańczyć całą noc, bo dzięki niej pełny makijaż dłużej wytrzyma (sprawdzałam). Zdecydowanie jest wydajna. Bardzo ułatwia sprawę z rozprowadzeniem podkładu- wszystko wygładzi i właśnie tutaj rodzą się moje obawy. Są to silikony, więc nie zdziw się, jeśli będziesz mieć wrażenie "niewidzialnej folii" na swojej twarzy. Dodatkowo zaobserwowałam, że obciąża moją skórę (albo zbyt mocno ją matuje), stąd przy codziennym stosowaniu cera coraz bardziej się przetłuszcza. Po zmyciu makijażu nadal mam wrażenie, że baza została (w końcu to silikony, których tak łatwo się nie pozbędziesz ze skóry).
Na wielkie wyjścia owszem, na co dzień nie.
Mam jej dość dużo i podejrzewam, że prędzej straci termin ważności niż ją zużyję. Z innych ciekawostek opakowanie zawiera 30 ml, baza jest bez zapachu, bezbarwna o takiej żelowej, nierozpływającej się konsystencji, kosztowała mnie 24 zł i zawiera dozownik!
dimethicone- po prostu silikon, związek krzemu
cyclopentasiloxane- silikon, związek krzemu
dimethicone crosspolymer- silikon, odpowiedzialny za matowienie
Wszystkie trzy należą do grupy emolientów- czyli preparatów natłuszczających skórę przez blokowanie parowania wody/zatrzymywanie wody w skórze, wchłanianie wilgoci z otoczenia. Niezbyt zachęcająca wiadomość do jej ponownego kupna.
Jeśli jej używałaś, to daj znać. Chętnie dowiem się jak sprawdziła się u innych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz